Kuchnia
Iza Rostworowska
Moja kuchnia w mieszkaniu, które było kiedyś zbudowane na poddaszu, miała 6 m2. Rodziły się dzieci, było ciasno. Postanowiłam nad środkiem mieszkania podnieść dach o 60 cm i wykroić tam 3 pokoiki dla dzieci, a pokoik przylegający do kuchni, dołączyć do niej usuwając ściankę. Potem zawalczyłam o ścianę okienną, usunęłam warstwę supremy spod okien i ustawiłam okna na ścianie elewacyjnej, czym zyskałam w powierzchni kuchni pas 60 cm na całej długości, oraz obniżenie okien-nareszcie widziałam ulicę nie stając na palcach. Nad oknami zrobiła się szpara, którą wypełniłam ramkami o takich podziałach szczeblinek jak okna, z podwójną szybą. Usunęłam też w narożniku kuchni skos utworzony przez kawałek spadzistego dachu i dobudowałam kawałek ściany, w miejscu daszku. Cała operacja "wypychania" ściany okiennej do przodu odsłoniła wąską szparę do łazienki, którą wypełniłam okienkiem, by mieć prześwit na perspektywę okna łazienkowego, będącego kontynuacją ciągu okien kuchennych. Zyskałam kuchnię 15 metrową, w której w końcu nasza 5-osobowa rodzina mogła swobodnie zasiąść do obiadu-nawet z gośćmi. Efekt na zdjęciu.
Komentarze (3)
Iza Rostworowska
cytuj
24.11.2010, 04:32
;-) Nie wiem jak to się dzieje, że przybywa mi tyle przedmiotów. Każdy z nich jest jednak dziełem sztuki, lub rzemiosła i każdy ma swoją historię. Jest albo rodzinną pamiątką, albo przywleczony ze śmieci, lub za grosze. Wszystkie one tworzą opowieść, są kalendarium życia i tworzą ducha domu. Rozdaję je przyjaciołom, ale ich liczba rośnie. Nic nie poradzę. Porządki natomiast są koszmarem.;-)
Danuta Parfienowicz
cytuj
22.11.2010, 20:18
Bardzo nastrojowa. Chociaż ja osobiście nie przepadam za takim "przeładowaniem" i na co dzień czułabym się w niej przytłoczona, to z wizytą do takich KLIMATÓW bym wpadła. Gratulacje i powodzenia w dalszym "wypychaniu" mieszkania ;)













